Eye II Eye (1999)

Utwory:

1. Mysterious 5:28

2. To Be No. 1 3:57

3. Obsession 4:09

4. 10 Light Years Away 3:52

5. Mind Like A Tree 5:34

6. Eye To Eye 5:04

7. What U Give U Get Backe 5:02

8. Skywriter 4:55

9. Yellow Butterfly 5:44

10. Freshly Squeezed 3:58

11. Priscilla 3:17

12. Du Bist So Schmutzig 3:55

13. Alleyah 4:19

14. A Moment In a Milion Years 3:38

Czas łączny: 63:00

Skład:

Klaus Meine - wokal

Rudolf Schenker - gitara rytmiczna

Matthias Jabs - gitara solowa

Ralph Rieckermann - gitara basowa

James Kottak - perkusja

Producent: Peter Wolf

Średnia ocena Elwood Mr.M. Satya
5.5 3 8 b.d.

Ocena: 3/10

Autor recenzji: Elwood

Data napisania: 11.09.2003 r.

Po klapie albumu "Pure Instinct" Scorpions znów stanęli na rozdrożu, nie mogąc odnaleźć się w muzycznej rzeczywistości końca XX wieku. Lata wielkości minęły, popularność spadła dramatycznie - a zespół nie za bardzo chciał się z tym pogodzić. Z perspektywy czasu wydaje się, że najlepiej zrobiliby powracając do sprawdzonych hard rockowych klimatów, jednakże postanowili co innego, jak mówił Klaus: Chcemy odświeżyć Scorpions, znaleźć nowy kierunek, nagrać dobrą rockową płytę, ale ze zróżnicowanym kolorytem, nie po to, żeby być na fali, czy żeby trafić do młodszej publiczności, tylko dla nas samych. Stwierdziliśmy, że to właściwa dla droga dla zespołu, żeby wkroczyć w nowe milenium. Znaleźć coś nowego, ale bez tracenia tego, co jest dobre w Scorpions. Obok takich wypowiedzi muzycy dodawali że nowa płyta będzie przesiąknięta elektroniką i nowoczesnym brzmieniem, a jednocześnie zastrzegali, aby potraktować ją z przymrużeniem oka, jako formę żartu i eksperymentu.

Zastanawiałem się co z tego wyniknie. Spodziewałem się albumu w klimatach industrialowych a'la Rammstein czy Marylin Manson, inspiracji Ministry i Nine Inch Nails, a może czegoś w stylu projektu Roba Halforda "Two". Moje nadzieje wzrosły, gdy dowiedziałem się, że producentem jest Peter Wolf - znakomity klawiszowiec udzielający się u samego Franka Zappy na kilku jego klasycznych dziełach. W najczarniejszych snach nie spodziewałem się jednak tego, co usłyszałem po odpaleniu krążka.

Najpierw szok związany z okładkowym imagem - w książeczce Klaus i Matthias prezentują się bez nieodzownych okryć głowy, odsłaniając łysiejące czaszki, a zespół sprawia wrażenie starych, zmęczonych panów. Do tego - Rieckermann i nowy perkusista James Kottak są tu potraktowani bardziej jako muzycy sesyjni niż pełnoprawni członkowie zespołu. Ryzykowny image, znalazł odzwierciedlenie w muzyce, która nie brzmi w żaden sposób świeżo, a wręcz przeciwnie.

Pierwszy kontakt z nowymi Scorpions, to Mysterious, utwór który może się podobać, bo pod zestawem nowinek (automatyczna perkusja, niedbały" styl śpiewu Klausa ze sporą ilością studyjnych nakładek i efektów, fajne klawiszowe wstawki i nowoczesne, zniekształcone brzmienie gitary) kryje się stare dobre Scorpions. Następny numer wzbudza jednak niepokój - koszmarne sample, niczym z komputerowych gier z lat 80., znowu automatyczna perkusja (która na lwiej części utworów zastępuje Kottaka), drażniący śpiew Klausa i fatalne brzmienie gitar okraszone voiceboxową solówką - aż dziw bierze, że ten udający nowoczesne funky utwór został wytypowany na singla.

Uznałem ten kawałek za wypadek przy pracy, ale kolejne pozbawiły mnie jakikolwiek złudzeń. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak tak wspaniali muzycy wsparci dodatkowo przez Petera Wolfa mogli stworzyć tak słabiutkie dzieło. "Eye 2 Eye", niesamowicie męczy i nudzi słuchacza (zwłaszcza w drugiej połowie albumu) - a trwa aż 63 minuty.

Okazało się, że szumnie zapowiadane eksperymenty, to przede wszystkim automatyczna perkusja, żałosne sample, spore użycie klawiszy oraz liczne pseudonowoczesne efekty gitarowe i różne efekty na wokalu Klausa. Zespół skierował się w stronę funku, co słychać zwłaszcza w brzmieniu gitar, ale jest to funk w kiepskim wydaniu.

Jest kilka hardrockowych utworów, nawiązujących do dawnych czasów. Ale wyróżniają się one tylko na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba" - mam tu na myśli Yellow Butterfly i Mind Like A Tree. Inna sprawa, że fatalne elektronicznie brzmienie gitar psuje cały pałer i dynamizm tych utworów.

Ballady? Ich poziom jest niewiele lepszy niż na Pure Instinct - Obsession i What U Give U Get Back to po prostu mdłe koszmarki, których słucha się z niesmakiem. 10 Lights Years Away napisane wspólnie ze słynnym duetem kompozytorskim Jones-Frederiksen rozczarowuje, ale na tle całości wypada dobrze - ot, fajne, akustyczne granie. Podobnie jest z A Moment In A Million Years - początkowe dźwieki fortepianiu sprawiają naprawdę kojące wrażenie, po męczarni w słuchaniu poprzednich utworów, ale nie da się ukryć, że utwór jest słabiutki. Słuchając nie można nie odnieść wrażenia, że ballady, które ostatnio tworzą Scorpions, zbliżają się coraz bardziej do taśmowej produkcji popowej.

"Nowoczesne" kawałki? Obok Mysterious w całości przekonuje tylko fajny, quasiballadowy utwór tytułowy. W pozostałych jest sporo fajnych pomysłów i rozwiązań (Freshly Squeezed), ale jako całość wypadają blado. Wyróżnić można jeszcze zaśpiewany częściowo po niemiecku Du Bist So Schmutzig - to solidny rockowy kawałek bez specjalnych udziwnień.

Niemiłą niespodzianką jest też forma wokalna Klausa, który na żadnym innym albumie nie wypadł tak słabo. Denerwuje nieznośna maniera wokalna (zwłaszcza w balladach), którą do tej pory słychać było głównie na koncertach.

"Eye 2 Eye", to krążek tylko dla bezkrytycznych maniaków Scorpions, pozostałym radzę trzymać się od niego z daleka.

Ocena: 8/10

Autor recenzji: Mr.M.

Data napisania: 2.04.2001 r.

"Eye To Eye" został wydany w trzy lata po sukcesie poprzedniego krążka ("Pure Instinct"). Szybko zyskał aprobatę fanów i grono zagorzałych zwolenników. Przyjrzyjmy się więc bliżej albumowi "Eye To Eye". Stańmy z nim "Oko W Oko"!

Rozpoczynamy od dwóch dobrych, szybkich kawałków. Później następuje przejście na spokojniejsze "wody" - posłuchamy wspaniałych ballad (Obsession i 10 Light Years Away). Utwory te pokazują w pełni kunszt artystyczny Scorpionsów, jeśli chodzi o tworzenie nastrojowych "kawałków". Piąty utwór to już typowa jazda rockowa, bez zahamowań. W końcu dochodzimy do tytułowego utworu - "Eye To Eye", który szczerze mówiąc nie zrobił na mnie oszałamiającego wrażenia. Bez problemów wskazałbym ciekawsze utwory jako piosenki tytułowe... Ale należy uszanować wybór Scorpionsów i spróbować "wczuć się" w tę piosenkę.

Kolejne utwory są już typową składanką czystego rockowego grania, ale niezbyt ostrego. Na uwagę zasługuje Du Bist So Schmutzig, który wykonywany jest po niemiecku, co w przypadku Scorpionsów jest sporym wyjątkiem... Płytę zamyka spokojna i fantastycznie wykonana ballada A Moment In A Million Years. Szkoda, że trwa tylko 3 minuty.

"Eye To Eye" jest płytą, którą każdy "szanujący" się fan Scorpionsów musi znać. Myślę, że każdy znajdzie na niej coś dla siebie... od zwolenników mocnej jazdy po osoby, które preferują sporą ilość spokojnych i nastrojowych utworów. Warto również podkreślić, że opisywany album zawiera aż czternaście piosenek, co jest jednym z "lepszych" osiągnięć Scorpions.

Ocena: brak danych

Autor recenzji: Satya

Data napisania: brak danych

Z niepokojem czekałam swego czasu na wydanie "Eye II Eye", zwłaszcza że prasa muzyczna przebąkiwała o zmianie stylu Scorpionsow, o eksperymentach z brzmieniem , np. polski "Metal Hammer" wieszczył o zmianie stylu Scorpionsow na disco rock (kto mi wyjaśni co to jest disco rock stawiam piwo). Prognozy nie były więc optymistyczne. A potem usłyszałam w radiu pierwszy singiel z " Eye II eye" - To be no.1. No cóż o mało nie spadłam z krzesła. To nie jest Scorpions jakie znalam do tej pory ...Jeśli to mial być żart to w złym guście. To be no. 1 to chyba jedyny utwór Scorpions, którego po prostu nie lubię. Zupełnie nie pojmuje też dlaczego Scorpionsi wybrali najgorszy utwór na płycie na pierwszy promujący płytę singiel. To be no.1 to piosenka z innej bajki w porównaniu z resztą płyty. Przypuszczam że To be no. 1 mogło skutecznie odstraszyć od płyty część starych fanów zamiast ich przyciągnąć.

Pomimo tego rozczarowania kupiłam " Eye II eye" , wcisnęłam "play" i ... zaczęło się całkiem nieźle : Mysterious to fajna rockowa piosenka, pomijając te dzwięki generowane przez komputer. Utwór no.2 odpuściłam sobie. Obssesion i 10 light years away zrobiły na mnie wrażenie po prostu nijakie. W żadnym stopniu nie dorównują starym WIELKIM utworom Skorpionów tj. chociażby Still loving you czy Holiday . Jednym słowem są mdłe. A kiedy już traciłam nadzieję Mind like a tree powaliło mnie na kolana. Wreszcie Scorpionsi przypomnieli sobie o starych czasach. Potężne brzmienie gitar i perkusji , piękny tekst. Utwór może nieco szablonowy w stosunku do Alien nation z "Face the heat" ale jest w nim power... Niestety jest to jedyny metalowy kawałek na płycie. Szkoda. Tytułowy utwór Eye to eye nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia po pierwszym przesłuchaniu ale już po trzecim, czwartym stał się jednym z moich ulubionych na płycie. To taka melancholijna piosenka o odchodzeniu, przemijaniu ale też pełna nadzieji i wiary, a te komputerowe wstawki nawet dodają jej uroku. Piękny utwór. Natomiast What u give u get back bardziej pasuje do ...Backstreet Boys niż do rockowej kapeli.Bez komentarza. Potem jest już coraz lepiej: niezły Skywriter , rockowy czad Yellow butterfly z poetyckim tekstem Klausa Meine. Freshly squeezed - fajna melodia, ale znów te komputerowe dzwięki...śpiew Klausa Meine przypomina trochę manierę wokalną niejakiego Marilyna Mansona ???. To nie przypomina starych Scorpions ale podoba mi się. Priscilla z kolei nie przekonuje mnie ze względu na bardzo nijaki refren. Co do Du bist so schmutzig wolałabym żeby Scorpionsi nie śpiewali więcej po niemiecku, bo kojarzy mi sie to z takimi pseudopunkowymi kapelami zza naszej zachodniej granicy jak Die Toten Hosen czy Die Arzte. Chociaz ten rapujący fragment przypomina mi stary dobry, zakręcony kawałek Hell cat ze wspaniałego "Virgin Killer". Alleyah to fajny rockowy utwór z jeszcz fajniejszym refrenem , a potem już tylko przepiękna ballada A moment in a million years zaspiewana przez Klausa Meine przy akompaniamencie pianina. Prawdziwa rockowa ballada w przeciwienstwie do popowych, przesłodzonych Obssesion czy 10 light years away.

"Eye II Eye" można potraktować jako eksperyment, ciekawostke, "skok w bok". Z tego tez powodu oceny nie wystawię. I chyba sami Scorpionsi zrozumieli ze przesadzili nieco z tymi eksperymentami, bo w wywiadzie dla "Tylko Rocka" Klaus Meine stwierdził ze "Eye II Eye" nie jest jego ulubioną płytą i że Nic nie może zastąpić brzmienia gitary i naturalnego ludzkiego głosu... Poczekajmy więc, zobaczymy jaka niespodziankę przyniesie nowy album.