Utwory:
1. Tease Me Please Me 4:46
2. Is There Anybody There 4:08
3. Rhythm Of Love 3:41
4. In Trance 4:01
5. No Pain No Gain 4:02
6. When The Smoke Is Going Down 2:37
7. Ave Maria No Morro 3:15
8. Living For Tomorrow 6:56
9. Concerto In V 3:00
10. Alien Nation 5:28
11. Hit Between The Eyes 4:10
12. Crazy World 5:29
13. Wind Of Change 5:45
14. Heroes Don't Cry 4:29
15. White Dove 4:18
Czas łączny: 63:19
Skład:
Klaus Meine - wokal
Rudolf Schenker - gitara rytmiczna
Matthias Jabs - gitara solowa
Ralph Rieckermann - gitara basowa
Herman Rarebell - perkusja
Producent: Scorpions
| Średnia ocena | Elwood |
|---|---|
| 6.0 | 6 |
Jeszcze przed przesłuchaniem wiedziałem, że ta płyta nie może dostać mniej niż 6. Scorpions zawsze na koncertach wypadali co najmniej dobrze, a ich dotychczasowe koncertówki zasłużyły na stałe miejsca wśród rockowo-metalowej klasyki. Nawet ze słabszych utworów zespół potrafi stworzyć koncertowe hity - o czym świadczy zamieszczona tu świetna wersja Rhythm Of Love, czy wykonanie You And I na koncercie w Warszawie z 2002 r. "Live Bites - zapis koncertów z Leningradu, San Francisco, Meksyku, Monachium oraz Berlina - do historii muzyki na pewno nie wejdzie, do dwóch poprzednich koncertówek sporo mu brakuje, ale niewątpliwie słucha się go bardzo dobrze. Dlatego też stawiam 6, ale nic ponadto.
Kiedy spojrzałem na spis utworów przyznam, że ostrzyłem sobie zęby na prawdziwą koncertową ucztę. Tymczasem początek płyty jest bardzo niemrawy - Tease Me Please Me i Is There Anybody There?- wykonane i zaśpiewane bez większego zaangażowania i emocji, mocno w tych wersjach rozczarowują. Również In Trance w porównaniu chociażby do wersji z "Tokyo Tapes" wypada blado.
Dalej jest już jednak coraz lepiej - świetne wersje No Pain No Gain (fajne przyśpiewki publiczności w refrenie) i When The Smoke Going Down (o dziwo w środku płyty), potem miła niespodzianka dla meksykańskich fanów - Ave Maria No Moro i jedyny premierowy utwór - Living For Tomorrow - ciekawa i po prostu dobra ballada, okraszona znakomitą solówką. Na sam koniec zespół serwuje nam pełne czadu i werwy hity - Alien Nation, Hit Between The Eyes i Crazy World (świetne flażolety Matthiasa), poprzedzone ciekawym gitarowo-klawiszowym wstępem (Concerto in V) - robią naprawdę piorunujące wrażenie i po prostu miażdżą słuchacza swoją potęgą. A na zakończenie, jakże by inaczej, Wind Of Change.
Niestety, z niezrozumiałych względów na sam koniec płyty upchano jeszcze dwa nowe utwory studyjne, co znacznie psuje odbiór całości. Gdyby dużo czasu minęło od ostatniej studyjnej płyty Scorpions, czy też utwory te z jakichś powodów pasowałyby akurat tutaj - wtedy można by to zrozumieć. Tymczasem otrzymujemy koszmarnie wtórną i nudną balladę Heroes Don't Cry, a potem, jakby na pocieszenie, świetną przeróbkę megahitu węgierskiej Omegi "Dziewczyna o perłowych włosach" - White Dove. Zupełnie niepotrzebne i na siłę dodane utwory, tym bardziej, że White Dove zostało wydane w ramach pomocy dla Rwandy na singlu.
"Live Bites" to niewątpliwie album dobry i solidny, ale... nic poza tym. Zespół gra, jak zwykle perfekcyjnie (na uwagę zasługuje Rieckermann, który ubarwił drętwe linie basu Buchholza), Klaus śpiewa pewnie, choć momentami aż nadto beznamiętnie, a tracklista to same hity - jednakże brakuje tu tych emocji, które cechowały poprzednie koncertówki i nie słucha się tego z takimi wypiekami na twarzy.
Scorpions zawsze wybierali doskonały czas na wydanie koncertówek. "Tokyo Tapes" podsumowało okres z Ulim Rothem, "World Wide Live" czas największych sukcesów. Tymczasem "Live Bites", oprócz tego że stanowi pożegnanie z długoletnim perkusistą Hermanem Rarebellem, zamyka okres wielkości Scorpionsów, którzy od tej pory aż do dzisiaj bezskutecznie próbują odzyskać dawną popularność i wielkość, a od wydania "Live Bites" czekała ich już tylko równia pochyła...