Savage Amusement (1988)

Utwory:

1. Don't Stop At The Top 4:03

2. Rhythm Of Love 3:47

3. Passion Rules The Game 3:58

4. Media Overkill 3:32

5. Walking On The Edge 5:05

6. We Let It Rock... You Let It Roll 3:38

7. Every Minute Every Day 4:21

8. Love On The Run 3:25

9. Believe In Love 5:20

Czas łączny: 37:39

Skład:

Klaus Meine - wokal

Rudolf Schenker - gitara rytmiczna

Matthias Jabs - gitara solowa

Francis Buchholz - gitara basowa

Herman Rarebell - perkusja

Producent: Dieter Dierks

Średnia ocena Elwood Wojciech Nowak
6.0 4 8

Ocena: 4/10

Autor recenzji: Elwood

Data napisania: 15.07.2003 r.

"Savage Amusement", to jedno z największych komercyjnych osiągnięć Scorpions - 1 miejsce w Europie i 3 w Stanach mówią same za siebie. Niestety sukces ten wcale nie wynikł z genialnej zawartości albumu, a wręcz przeciwnie - jest to bowiem jedno z najsłabszych osiągnięć zespołu, do którego muzycy wracają bardzo niechętnie i sami po latach przyznają, że to ich najsłabsze dzieło. Skąd więc tak wysokie notowania ? Cóż, były kiedyś takie czasy, że albumy Scorpions kupowało się w ciemno, wiedząc że zespół nie schodzi poniżej bardzo wysokiego muzycznego poziomu. Niestety, tym razem było inaczej, ale czyż można bez końca nagrywać same znakomite albumy?

Prace nad "Savage Amusement" przeciągały się w nieskończoność - etatowy producent Dieter Dierks był niezadowolony z nowych piosenek zespołu, a wkrótce między nim, a resztą zespołu doszło do ostrego konfliktu. Znalazło to swoje odzwierciedlenie na albumie - jego największymi bolączkami są brak pomysłów i fatalna produkcja.

Produkcja strasznie tu "kuleje" - sterylne, plastikowe i zbyt wygładzone brzmienie przypomina bardziej klimaty dyskotekowe, niż rockowe i zupełnie nie pasuje do muzyki Scorpions. Niewątpliwie Dierks chciał unowocześnić brzmienie grupy i przybliżyć je do ówczesnych trendów (wszak od "Love At First Sting" minęły aż 4 lata), jednakże stanowczo przesadził i nic dobrego z tego nie wyszło.

Same kompozycje są natomiast zbudowane według sprawdzonej recepty - dużo fajnych melodii i chwytliwe refreny. Niewątpliwie początkowe utwory (Don't Stop At The Top; Rhythm Of Love; Passion Rules The Game) to dobre kompozycje i mogą się podobać - słucha się ich miło, jednakże brakuje tutaj iskry i mocy, które były siłą napędową poprzednich krążków. Może gdyby zagrane były ciężej, gdyby brzmienie było inne - nabrałyby innego kolorytu.Najlepiej broni się dynamiczny We Let It Rock... You Let It Roll - ze znakomitym riffem, zagrany z odpowiednim czadem. Utwór ten doskonale nadawałby się na zastąpienie wysłużonego Coming Home w roli otwieracza koncertów.

O pozostałych piosenkach można napisać tylko tyle, że są. Owszem, czasami słychać fajny riff (Believe In Love), a Klaus potrafi bardzo fajnie zaśpiewać (Every Minute Every Day), są to jednak rzeczy nijakie, wtórne i po prostu nudne, drażniące sztampowymi, infantylnymi tekstami oraz słodziutkim, rozdzierającym śpiewem.

Zabrakło zapadających w pamięć riffów i wyrazistych solówek. Ogólnie - wielka i wyraźna obniżka formy...

"Savage Amusement" to jeden z nielicznych albumów Scorpions, który po prostu się zestarzał i po latach się nie broni. Przede wszystkim dlatego, że muzycznie to jedno z ich najsłabszych dokonań. Rzecz tylko dla fanów (choć i u nich pewnie obrasta na półce kurzem), pozostałym stanowczo odradzam.

Ocena: 8/10

Autor recenzji: Wojciech Nowak

Data napisania: brak danych

Płyta "Savage Amusement" została wydana w 1988 roku po wielkich sukcesach "Love At First Sting" i "World Wide Live". Oczekiwano więc na kolejny wielki sukces. Ale czy ten sukces rzeczywiście nadszedł? Patrząc na spis utworów w oczy rzucają się dwa tytuły: Rhythm of love oraz Passion rules the game. Uważam te utwory za wielkie, ale mogę wskazać inne równie interesujące. Bedą to: Walking on the edge, Every minute every day, Believe in love. Są to typowe utwory dla zespołu Scorpions - proste słowa mówiące głównie o miłości w mniejszym lub większym rockowym zabarwieniu. Pozostałe piosenki grane są w sposób bardziej dynamiczny. Dzięki temu często przechodzimy z ostrych rytmów na spokojniejsze wody. Tak się dzieje od samego początku płyty. Nieco ostrzejszy Don't stop at the top, następnie hity Rhythm of love i Passion rules the game, by powrócić do nieco bardziej rockowego grania. Chwilę później mamy sytuację podobną. Ostrzejszy Media overkill i spokojniejszy wspomniany już wcześniej Walking on the edge. Tak jest do samego końca albumu, który kończy sie według mnie najlepszym utworem Believe in love. Kapitalne słowa i niebiański głos Klausa Meine sprawiają, że ta spokojna ballada mówiąca o utraconej miłości bardzo szybko wpada w ucho.

If you don't catch me now/ I can't stop falling down/ Just one more night and the devil's got my soul/ I need your love babe don't treat me this way/ Ooh I miss you, I miss you

Te słowa z ostatniego utworu pokazują cały kunszt wokalisty Scorpions. Jednocześnie widać podobieństwo do najsłynniejszej chyba ballady niemieckiej kapeli Still loving you z albumu "Love at first sting". O ile Still loving you jest hitem znanym i uznanym przez fanów Scorpions tak Believe in love może nieco opuszczonym i zapomnianym. Ja jednak uważam, że niesłusznie.

Prawie cały album stworzył duet Klaus Meine i Rudolf Schenker. W kilku wypadkach nieśmiało pokazuje się postać Hermana Rarebella. Mimo wszystko to Meine z Schenkerem są głównymi twórcami "Savage Amusement". Płyta ta była ostatnia jaką piątka z Hannoveru (Klaus Meine, Rudolf Schenker, Matthias Jabs, Francis Buchholz, Herman Rarebell) wykonała wraz ze swym długoletnim producentem Dieterem Dierksem. To właśnie dzięki temu człowiekowi Scorpions znaleźli się na samym szczycie. To właśnie dzięki temu człowiekowi Scorpions odnieśli tyle sukcesów i stali się jednym z najbardziej znanych i szanowanych zespołów rockowych na całym świecie. Kolejny album "Crazy World" wydany w 1990 roku wyprodukował Keith Olsen. Pomógł mu w tym największy hit zespołu "Wind of Change".

Tak więc "Savage Amusement" jest bez cienia wątpliwości kontynuacją wspaniałych albumów z lat '80 i jednocześnie pomostem do lat '90. Należy mieć tylko nadzieję, że w nowym wieku Scorpionsi nie spoczną na laurach tylko będą kontynuowali dobrą passę z lat '80 XX w. ponieważ ten okres w ich twórczości uważam za najciekawszy a "Savage Amusement" jest tego najlepszym dowodem. Gorąco polecam ten krążek wszystkim tym, którzy jeszcze nie zwrócili na niego swojej uwagi. Naprawdę warto.