Utwory:
1. I'm Going Mad 4:52
2. It All Depends 3:23
3. Leave Me 5:02
4. In Search Of A Peace Of Mind 4:56
5. Inheritance 4:37
6. Action 3:53
7. Lonesome Crow 13:29
Czas łączny: 40:42
Skład:
Klaus Meine - wokal
Rudolf Schenker - gitara rytmiczna
Michael Schenker - gitara solowa
Lothar Heimberg - gitara basowa
Wolfgang Dziony - perkusja
Producent: Conny Plank
| Średnia ocena | Elwood |
|---|---|
| 10.0 | 10 |
Debiutancki album Scorpions po dzień dzisiejszy pozostaje najwybitniejszym arystycznym dokonaniem zespołu i jednym z muzycznych arcydzieł lat siedemdziesiątych. Mimo, że od jego premiery minęło już 30 lat, muzyka ta wcale się nie zestarzała i zapewniam, że wciąż słucha się jej fantastycznie.
Jest to dzieło synkretyczne pełne charakterystycznych dla rocka progresywnego zmian tempa, melodii i klimatu, a także długich transowych gitarowych pasaży i solówek. Często słyszymy zagrywki czysto hard rockowe, jak i elementy psychodelii i liczne orientalizmy. Słychać tu wpływy zarówno King Crimson, Pink Floyd jak i Deep Purple i Led Zeppelin. Wszystko to wspaniale łączy się ze sobą i efekt jest naprawdę znakomity. "Lonesome Crow" to po prostu siedem mistrzowsko wykonanych niezwykle pięknych, nastrojowych i wciągających piosenek. Cały album aż kipi od pięknych melodii i świetnych pomysłów.
To właśnie tutaj świat pierwszy raz usłyszał gitarę Michaela Schenkera i chyba nie ma wątpliwości, że ten 17-latek (sic!) jest główną gwiazdą tego albumu. W każdym utworze słyszymy jego rozbudowane gitarowe sola i choć nie zawsze ich poziom jest najwyższy i często wydaje się że Michael ślepo błądzi wciąż po tych samych progach i skalach, to nie ma wątpliwości że mamy do czynienia z muzycznym geniuszem. Wystarczy posłuchać jego gry w I'm Going Mad, Leave Me czy utworze tytułowym. No i nie zapominajmy, że to właśnie on wraz ze starszym bratem napisał całą muzykę na ten krążek. Oklaski należą się także dla charyzmatycznego basisty - Lothara Heimberga, który właściwie w każdym utworze dodaje coś od siebie (na szczególne wyróżnienie zasługują Leave Me i Action) i gdy słucha się jego gry, ręce same składają się do oklasków.
No i Klaus Meine. Mimo, że wyśpiewuje naprawdę banalne, grafomańskie teksty (o tym później) i wyraźnie słychać jeszcze jego mocny niemiecki akcent, to śpiewa niezwykle pięknie i już tutaj słychać że ma facet predyspozycje i do porządnego zdzierania gardła (I'm Going Mad) i do klimatów nastrojowych, lirycznych (Inheritance, In Search Of The Peace Of Mind).
Ciężko jest wyróżnić jakiekolwiek utwory z tego albumu, gdyż naprawdę jest on bardzo równy i spójny. Mnie najbardziej przypadły do gustu 3 kompozycje: I'm Going Mad (wspaniała transowa melodia okraszona popisami Michaela i wrzaskami Klausa), Leave me (kapitalny, psychodeliczny wstęp, później piękna linia melodyczna i śpiew) i przede wszystkim niezwykle "klimatyczny" 13-minutowy utwór tytułowy, pełen zmian tempa i melodii, wypełniony psychodelią i orientalizmami. Ten utwór ma w sobie niezwykłą dramatgurgię, a liczne sola i eksperymenty brzmieniowe Michaela sprawiają na słuchaczu ogromne wrażenie i oddziaływują na wszystkie zmysły.
Jak już wspomniałem, jedynym minusem albumu są rażące infantylnością teksty (napisane przez Meine i sekcję rytmiczną). Wyraźnie słychać, że chłopaki nie władali jeszcze za dobrze angielskim. Ale jeżeli nie będziemy próbowali tych liryków analizować, okazuje się, że wcale nie jest to aż tak wielka wada.
"Lonesome Crow" to w bogatej dyskografii Scorpionsów "krążek" wyjatkowy i nietypowy, zupełnie nie pasujący do późniejszej twórczości kapeli. Ponoć kiedy puszczono ten album w latach 80. Rudolfowi Schenkerowi, ten nie rozpoznał swojego własnego dzieła. Także wielu fanów Scorpions "Lonesome Crow" nie zna lub wogóle nie słucha, ale trudno się dziwić, że przyzwyczajeni do prostych melodii współcześni słuchacze nie akceptują takiego grania. Warto jednak uważnie wsłuchać się w dźwięki płynące z tego albumu... Polecam !